Zakupy i zwroty

Do niewątpliwych zalet księgarni wysyłkowej należy wygoda robienia zakupów, jak to się mówi, „bez wychodzenia z domu”. Ta wygoda jest jednak okupiona pewnym brakiem kontroli kupowanych książek. Dziwne? Zdecydowanie oczywiste, powiedziałby przeciwnik księgarni internetowej. W księgarni „murowanej” można książkę wziąć w rękę, przejrzeć, nawet przeczytać fragment, sprawdzić wszystko co wydrukowano w stopce, wreszcie – upewnić się, że kupowany egzemplarz nie ma pozaginanych rogów i poślinionych kartek… Czy tak jest w internecie? Odpowiedź wydaje się oczywista, jednak… sprzedawca jest przecież zobowiązany sprzedać towar pozbawiony wad, a jeśli książka ma wady, każda szanująca się księgarnia wymieni go na inny egzemplarz, tak aby nie narażać czytelnika na koszty kolejnej przesyłki czy ewentualne oddanie wadliwego egzemplarza. Tak też dzieje się w „porządnej” księgarni, bez zwracania uwagi na to, że czasem wartość książki jest niższa niż wysyłka, czasem wręcz z tego właśnie powodu nie opłaca się odbierać od klienta książki z brakami. Czy zatem nabywca, który mając odwagę kupić książkę w internecie, powinien być twardy jak Roman Bratny, wypalając z nerwów paczkę fajek dziennie i dla rozluźnianie bić żonę/konkubinę/dzieci/psa, bo przecież nie wie co kupił, czy też może spać spokojnie? Popatrzmy na to obiektywnie – procent wadliwych egzemplarzy książek jest tak nikły, że po prostu nie ma sensu się tym przejmować! Czy tankując benzynę sprawdzamy, czy z końcówki dystrybutora leci benzyna czy olej napędowy? Nie, po to są oznaczenia na dystrybutorze. A co jeśli cysterna spuściła paliwo do nieodpowiedniego zbiornika? Jakbyśmy mieli tym się martwić, następnym krokiem będzie paranoja i albo Komisarz Monk, albo Teoria spisku… Czyli ten temat mamy z głowy – powiedziałby zwolennik, przeciwnik będzie dalej nieprzekonany, bo nic nie zastąpi zapachu farby drukarskiej, dotyku papieru, wagi trzymanej książki – chyba tylko Matrix. Z argumentów bardziej rzeczowych – kulą u nogi księgarni internetowej jest konieczność jak najbardziej rzeczowego, konkretnego, dokładnego i możliwie obszernego opisu książki. I tu cię mam – powiedziałby przeciwnik – często gęsto opisy są bardzo lakoniczne, zdarza się nawet brak wizerunku okładki książki. Z drugiej strony – powiedziałby zwolennik – każdy ma prawo do zwrotu zakupionej książki w terminie minimum dziesięć dni od zakupu i to bez podawania przyczyn – takie po prostu widzimisię kupującego. W gruncie rzeczy to dobrze, bo przecież niemal każdy z nas jest kupującym (w szczególności piszę tu o sprzedawcach) i takie prawo zobowiązuje do sprzedawców do uczciwości. A co z kosztami przesyłek – zapyta przeciwnik? Niestety, i jedna i druga strona transakcji jest stratna, ale jest to nie do uniknięcia – sprzedawca też musi być w jakimś stopniu zabezpieczony przed nieuczciwymi kupującymi, którzy chętnie kupili by książkę, przeczytali i odesłali na koszt sprzedawcy do księgarni, albo pokserowali gdziekolwiek i jakkolwiek podręczniki szkolne i… z powrotem do sprzedawcy – na jego koszt. Reasumując – jak zaznaczyłem na wstępie – są wady i zalety; a cześć z nich jest nie da się zmienić, tak jak nie można zmienić słonego w słodkie i niech każdy wybiera co mu pasuje… Nie da się jednak zmienić faktu, że sprzedaż w internecie rośnie z roku na rok, a więc ta forma zawierania transakcji jest coraz bardziej odpowiednia, nadąża ze zmianą „czasów”, coraz bardziej odpowiada większości klientów. Miejmy jednak nadzieję, że księgarnie „murowane” nie znikną, z tych samych powodów, z których nie zniknie prawdziwa, nie wirtualna, książka…

Napisane przez:

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby komentować.